Moim zdaniem...
Spis Powszechny, a teoria Darwina
Mamy już wstępne wyniki tegorocznego Spisu Powszechnego wraz z zapewnieniami, że nic tragicznego się nie stało. Dla mnie i wielu innych Polaków na Zaolziu nie jest to żadne zaskoczenie. Bowiem już z ewolucyjnej teorii Darwina wiemy, jak to z czasem różne gatunki flory i fauny bezpowrotnie zanikają. Dotyczy to również narodów, różnych grup, plemion czy szczepów ludzkich. Nic na to nie poradzimy, na nic się zdają próby zachowawcze z lamentacjami. W tej demograficzno-społecznej optyce zjawiskiem naturalnym i nieuniknionym staje się także asymilacja narodowościowa.
Wyniki ostatniego spisu zdają się tę tezę też potwierdzać. Niekiedy mało znaczy dużo - ważniejsza jest zwartość, korzystanie z narodowych wartości (język, lektura, imprezy itd.). Zwłaszcza kiedy ustalono umownie, że możemy deklarować nie tylko jedną, ale równocześnie i dalszą (dalsze) narodowość, lub nie przyznawać się do żadnej. Według wskazówek NSP (Narodowy Spis Powszechny) RC mamy gwarancję, że polskość potrwa tak długo jak tylko sami będziemy chcieli.
Narodowość nie oznacza etnicznej czy wyznaniowej grupy, jak w przypadku Romów czy Żydów. Jest bowiem tylko naszym subiektywnym odczuciem, które bez szkody własnej i drugiego, możemy kiedykolwiek zmienić lub utracić. Narodowości nie dziedziczymy, zyskujemy stopniowo od rodziców czy szkoły. Obywatel państwa nie staje się jeszcze Polakiem, kiedy bez trudu uda mu się bezbłędnie przetłumaczyć nazwę ulica Mánesova na ulica Mánesa (a nie Manesa). Aby być Polakiem, wystarczy za takiego się uważać! Jeśli w domu mówimy poprawną polszczyzną czy „po naszymu" to jeszcze niczego nie dowodzi o naszej narodowej przynależności. Różne polskie imprezy (wykłady, wystawy, bale, PZKO, lektura książek, MUR itd.) służą nam do naszego wzbogacenia duchowego i estetycznego, ale w żadnym wypadku nie wykształtują w nas narodowości! Nie mamy więc żadnego powodu do rozpaczy nad nieuniknioną rzeczywistością, teraz oraz w przyszłości.